facebooktwitteryoutube
in Design - 01 Sty, 2015
by admin - no comments
Zmiany na blogu: metoda małych kroków

Raz na jakiś czas (rok, dwa lata) widowiskowa i gruntowna przebudowa serwisu jest wskazana, zwłaszcza, że treść regularnie aktualizowanego bloga ulega regularnym zmianom. Z czasem może dojść do sytuacji gdzie rozdźwięk miedzy formą a treścią jest tak duży, że ponowne zaprojektowanie bloga staje się niezbędne.

Częste zmiany szaty graficznej powinny być mniej spektakularne i wprowadzać usprawnienia niejako tylnymi drzwiami: tu pojawia się nowy element, tam nowa ikonka itp. Metodą małych kroczków możemy każdorazowo zweryfikować postęp i kierunek zmian, a czas spędzony na zmianie jednego elementu jest zdecydowanie niższy od czasu potrzebnego na kompletną przebudowę bloga.

Przykład

Nad pierwotną szatą graficzną makrocentrum.pl od początku do końca spedziłem około tygodnia który składał się z wielu sesji realizowanych małymi kroczkami: godzinę w poniedziałek rano, cztery we wtorek wieczorem, podkrążone oczy w środę itd. Wypisując zmiany punkt po punkcie spokojnie zebrałoby się ok. 150 odrębnych zagadnień. Obecnie też często siadam przed blogiem i przeglądając go notuje sobie poszczególne punkty do późniejszego wykorzystania (każdorazowo ok. 15 minut). Jednym z najbardziej namacalnych dowodów są zmiany w logo makrocentrum.pl (15. styczeń – 4. luty 2008r):

 

Po kolei:

  1. W pierwotnej wersji logo skupiłem się na kolorystyce, czcionce oraz zabawie z dwiema literkami “g”, które mają reprezentować puchar i zwracać uwagę na sam fakt, że słowo ma dwa “g”.
  2. W poprawionym wydaniu postanowiłem nazwę uzupełnić małym “pl”, które wskazywałoby na to, że makrocentrum jest polską stroną.
  3. Zrezygnowałem z dodatku zgodnie z przeświadczeniem, że Polacy z przyzwyczajenia i tak raczej wpiszą końcówkę “pl” niż np. “com”. Dodatkowo wzorem problogger.net dobrym pomysłem wydało mi się kolorystycznie odróżnić słowo “top” od “blogger”; w poprzednich wydaniach zlewały się ze sobą. Końcowym zamachem na poprzednie logo był styl web2.0.
  4. Ostatni przystanek: małe usprawnienia. Pod koniec gdy już samo logo było (powiem to po fakcie) dużo mniej szpetne dodałem mały gradient i podtytuł “z każdym wpisem lepszy”.

Nie jestem guru graficznym i zdaję sobie sprawę, że bez wielokrotnej przeróbki: po pierwsze logo nigdy nie wygladałoby tak, jak wygląda obecnie, a po drugie nigdy nie dałbym rady. Podobną metodę stosuję zawsze, gdy praca się nawarstwia: krok po kroku aż do celu.

Lubicie pomajstrować przy blogu w wolnych chwilach czy w weekend spokojnie zabrać się do pracy? Jaki jest wasz ulubiony sposób na wdrażanie pomysłów?