facebooktwitteryoutube
in Nieopisane - 08 Mar, 2014
by admin - no comments
6 rzeczy, które konflikt Chiny-Tybet nauczył mnie o blogowaniu

Czytając liczne wpisy o konflikcie między Chinami i Tybetem oraz nadchodzącej Olimpiadzie (patrz źródła pod koniec wpisu) zastanawiałem się, czego nowego się dowiedziałem i jak czytane informacje rozwinęły mnie jako blogera. Oto lista 6 rzeczy których się nauczyłem:

1.) Patrz na liczby

Jeśli liczby się nie zgadzają całą resztę prawdopodobnie też diabli wezmą.Mogę tu przytoczyć przykład firmy której przychody są mniejsze od wydatków, ale w świetle tematu Chiny-Tybet chodzi raczej o prawdopodobieństwo odniesienia jakiegokolwiek sukcesu w bezpośredniej konfrontacji:

  • Tybet ma ok. 2,7 miliona mieszkańców.
  • Chiny mają ok. 2,5 miliona żołnierzy w czynnej służbie wojskowej (plus ok. 800 tyś. w rezerwie)

Jakikolwiek konflikt zbrojny lub zamieszki wywołane przez tybetańczyków to wybór w skutek którego ucierpią winni oraz ludzie całkowicie niewinni. Przy takich proporcjach wybór drogi otwartego konfliktu świadczy chyba tylko o nadmiarze źle pojętego patriotyzmu. Sprawę dodatkowo pogarsza fakt, że nie będzie odsieczy dla Tybetu, ponieważ nie posiada on żadnych cennych surowców które skłoniłyby kogokolwiek do ingerencji. Przy takich proporcjach potrzebne jest inne rozwiązanie. Zanim się na coś zdecydujesz zobacz jakie mogą być skutki.

2.) Naucz się rozumieć innych

Umiejętność spojrzenia na problem z różnych punktów widzenia jest umiejętnością bezcenną. Bardzo staram się rozwinąć tę umiejętność:

  • Nie dziwi mnie, że rząd chiński działa jak każdy rząd chcący utrzymać integralność swojego kraju.
  • Tak samo nie dziwi mnie, że tybetańczycy wyrobili w sobie silny odruch nacjonalistyczny (lub jak kto woli antychiński), bądź co bądź zostali siłą wcieleni do Chin dopiero w 1951 roku.
  • Dalajlama (głowa państwa Tybet na uchodźstwie, obecnie przebywa w Indiach) zdaje sobie sprawę, że jakiekolwiek ruchy separatystyczne spowodują śmierć  tybetańczyków i nasilenie restrykcji wobec regionu, pomijając to, jako głowa państwa na uchodźstwie on (albo jego następcy) chciałby móc wrócić do domu bez obaw przed aresztem lub śmiercią.

Jak widać każdy ma swój cel, najlepszym rozwiązaniem byłoby pogodzić wszystkie np. otrzymując obietnicę pokoju i braku wystąpień przeciwko Chinom w Tybecie, po jakimś czasie możliwa byłaby zwiększona autonomia. W razie pokoju w odpowiednich odstępach czasowych możliwe byłoby stopniowe zwiększenie autonomii aż do osiągniecia pełnej niepodległości (metoda małych kroków). Korzyść? Całkowity brak ofiar w ludności przy jednoczesnym korzystaniu z funduszy Chin w celu modernizacji przyszłego kraju.

3.) Szukaj skutecznych sposobów

Siła sama w sobie jest bezużyteczna, celem jest znalezienie takiego sposobu za pomocą którego nasza siła wywrze jak największy skutek.

Przykład skutecznego protestu w trakcie igrzysk to, moim zdaniem, publikacja listy głównych sponsorów igrzysk na stronie FreeTibet.pl, zainteresowani czytelnicy potrzebują informacji o tym, jakie firmy mogą bojkotować. Można dołaczyć też spis firm które reklamują się w czasie igrzysk (firmy świadomie wykupują czas reklamowy).

Nie sądze aby zakres protestu osiągnął tak wysoki pułap, ale idealnym skutkiem protestu byłoby:

  • że firma sponsorująca lub reklamująca otrzyma etykietę wspierającego dążenia Chin (spadek reputacji i co za tym idzie dochodów)
  • gdy koszty reklamy przewyższają korzyści z niej płynące (bezpośrednia niekorzyść finansowa).

W obu przypadkach protest społeczny przełożyłby się na kierowanie główną motywacją prowadzenia działalnosci gospodarczej, czyli osiągnięciu zysków. Zakładam oczywiście, że celem protestu jest osiągnięcie pewnego celu, a nie zwykłe zdzieranie sobie gardeł.

4.) Ktoś inny może odpowiedzieć za twoje czyny

Jeśli starasz się rozumieć innych w którymś momencie dochodzisz do wniosku, żeniektórych rzeczy nie możesz zrobić ze względu na to, że ktoś inny poniesie za nie konsekwencje.

Jeśli tylko tybetańscy separatyści poczują silny wiatr w skrzydłach doprowadzą do śmierci nieokreślonej liczby tybetańczyków i nasilenia restrykcji wobec regionu. Pytanie brzmi: czy to, że kilku już teraz chce wziąć to, co za 50 lat za darmo dostaliby wszyscy uzasadnia śmierć ludzi, którzy przez te 50 lat chcą zwyczajnie żyć? Dodatkowo tych kilku powoduje, że prawdopodobny termin osiągnięcia niepodległości odsuwa się w bliżej nieokreśloną przyszłość.

Całkowicie pomijając dysproporcje militarne wydaje mi się, że nie zawsze można się godzić na zrobienie czegoś, czego skutki odczujemy nie my, ale inni ludzie.

5.) Nie musisz popierać wszystkiego co piszą

Nawet jeśli bardzo lubisz blogera który pisze o danym zagadnieniu nie znaczy to, że musisz się z nim zgadzać. Każdy czasem potrzebuje tzw. “powrót do rzeczywistości”.

Protest typu “Nie oglądam, nie zabijam” należy moim zdaniem do grupy pomysłów chybionych. Jeśli nie widzę tego, co się dzieje, nie mam informacji o tym co się dzieje. Znaczy to tyle, że może się dziać cokolwiek – ja i tak nie będę o tym wiedział i co ważniejsze, nie będę w stanie zareagować.

Nie musisz popierać wszystkiego co tu piszę, może jesteś neutralny, może nawet sprzeciwiasz się całości wysnutych tu wniosków. To twoje dobre prawo.

6.) Znajdź własne zdanie

Przy takim natłoku informacji czasem trudno jest wytworzyć sobie własne zdanie. Nie można mieć zdania na wszystkie tematy, na to zwyczajnie nie starcza czasu. Czasem wystarczy przejąć czyjąś opinię jako własną, czasem tą opinię trzeba budować samemu.

Powód dla którego z zasady jestem przeciwny uwolnieniu Tybetu: wolny Tybet jest państwem religijnym, tzn. mnisi na samym szczycie drabiny pokarmowej, a cała reszta na nich pracuje. Zanim podpiszę się pod protestem lub petycją o uwolnienie jakiegokolwiek państwa religijnego musiałbym najpierw mieć zderzenie czołowe z autobusem i nawet wtedy nie jest pewne czy zmienię zdanię.

Podsumowując

 

 

Jestem przeciwny uwolnieniu Tybetu, tak samo jak jestem przeciwny temu, co chiński rząd robi w celu głebokiej integracji Tybetu z Chińską Republiką Ludową (śmierci, zaludnianie Tybetu, restrykcje itp.). Nie zmienia to faktu, że jestem za dalszym uwolnieniem potencjału i świadomości tkwiących w naszym społeczeństwie. Tego, że z czasem inicjatywy będą coraz lepsze, bardziej ciekawe (np. odeślij chińską koszulkę do Ambasadora Chin) i będą obejmowały tematy przeróżnego typu jestem równie pewien jak faktu, że każdy z nas decyzję o udziale podejmuje sam. Nawet brak decyzji jest decyzją, co nie zmienia faktu, że nawet brak decyzji powinien być świadomy. Informacja jest kluczem do podjęcia decyzji. A to było 6 rzeczy które konflikt Chiny-Tybet nauczył mnie o blogowaniu. Czy wpis był ciekawy?

 

Źródła i inspiracje:

polskie blogi: a ja wam nie powiem, co zrobić w sprawie tybetuChiny 2008Pekin – nie milczBlogosfera a Chiny, Tybet i olimpiada – zanim wyłączysz telewizor dowiedz się, dlaczego bojkot tylko zaszkodziFreeTibet.plJak możesz pomóc Tybetowi? Duży spis akcjiChiny i olimpiada, czyli hipokryzja pełnego brzuchaIgrzyska w Pekinie, masakra w TybecieMade in ChinaMedale za Tybet

polskie inne: Tybet (region)Tybetański Region AutonomicznyHelsińska Fundacja Praw Człowieka – TybetTybetański Region AutonomicznyChińska Republika LudowaPolscy bloggerzy jednoczą się w sprzeciwie w sprawie Tybetu

angielskie: List of countries by number of active troopsProtests in Tibet and NepalReporters without bordersTibetTibet Autonomous Region2008 unrest in Tibet